wtorek, 16 maja 2017

Małe rozczarowanie w dużym boxie. (nowe everki)

Na początek dzisiejsze wtf dnia. W tej wielkiej paczce przyszły dwie everki... To się nazywa ekologiczne prowadzenie sklepu. @_@ 


Druga sprawa, to same lalki. Moje pierwsze porebootowe everki i... Jedna mile mnie zaskoczyła swoją prezencją, a druga, cóż, z drugą jest wręcz odwrotnie. Niestety należę do grona osób, które nie mają szczęścia przy zamawianiu nowych playlineów przez internet. Przykładowo na 6 zamówień 3 mają problemy z oczami i równym malunkiem twarzy, a jedna luźną rękę, która wypada ze stawu. 
Godzinę temu kurier przywiózł pod mój dom Meeshell Mermaid i Crystal Winter, które kupiłam w cenach bardzo, bardzo, bardzo przyjaznych dla portfela. (29,99 i 39,99 zł). Akurat w przypadku tych dwóch modeli dopuszczałam ryzyko wystąpienia niedoróbek, bo egzemplarze, które widziałam w sklepach miały ich pełno, od źle wszytych włosów po tradycyjnego zeza lub braki w farbie.  
(Od razu przepraszam za średnie zdjęcia. Niestety tym razem robiłam je telefonem)


Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda cacy. Niestety pudełka są wyraźnie tańsze. Śliczny książkowy kształt przeszedł do historii i wychodzi na to, że jesteśmy o krok od dostawania lalek w foliowych workach z logo EAH. Fakt, otwiera się je znacznie łatwiej i szybciej, ale niestety prowadzi, to niekiedy do sytuacji, gdy lalka zostaje w sklepie ograbiona z butów (widziałam taki przypadek w Carrefourze i na kilku filmikach na yt).  


No i niestety, Crystal ma jedno oko wyżej niż drugie, a i tak mam wrażenie, że oba nadrukowano jej za nisko. W tej sytuacji nawet nie wypakowałam jej z pudełka. Szkoda, bo podobają mi się jej kolorki, a "przesunięcie" jest na tyle widoczne, że mi przeszkadza. Pierścionek w ludzkiej skali jako dodatek, to nic nowego w przypadku eah, widzieliśmy je już w serii Spring Unsprung, ALE, w odróżnieniu od Crystal, tam same lalki też miały pierścionki, naszyjniki, paski, opaski itp. A tu? Sucho i łyso. Lepszym krokiem byłoby zastąpienie tego wątpliwej urody pierdzionka naszyjnikiem i paskiem, które postać miała w filmie. Nawet sam pasek sprawiłby, że lalka prezentowałaby się lepiej. 


Syrenka, dzięki ci Posejdonie, nie ma większych problemów. Na początku trochę zaniepokoiła mnie ta krecha widoczna na drugim zdjęciu, ale na szczęście zeszła po lekkim przetarciu zmywaczem do paznokci. Lalka po wypakowaniu i rozczesaniu włosów w magiczny sposób wydała mi się o wiele ładniejsza. Uwielbiam jej brwi, generalnie lalkowe brwi są ostatnio jednym z moich ulubionych elementów makijażu. Niestety głowa Meeshell jest twarda jak kamień, chociaż nie zauważyłam żadnego wycieku kleju. Być może to jest kwestia mniejszej głowy?   


Jak widać lalkowa wersja ma niewiele wspólnego ze swoim pierwowzorem z serialu. Kolory są znacznie ciemniejsze i bardziej bijące po oczach. Góra sukienki nie ma łusek oraz tego ładnego i delikatnego gradientu, a sama złota ozdoba wygląda bardziej topornie i jednolicie. Opaska ma zupełnie inny kształt i wygląda jak jako sadzone, a to oznacza przymusowe malowanie. Kolczyki, których oczywiście lalce poskąpiono najprawdopodobniej można podkraść jakieś Lagoonie, bo z tego co pamiętam zostały wydane dwie wersje, które miały bardzo podobne. 



Jako krótkie podsumowanie dodam, że moim zdaniem żadna z tych lalek nie powinna kosztować wyjściowo więcej niż 60-65 zł. Seria przyzwyczaiła mnie do ładnych akcesoriów, stojaków, wzorzystych i przemyślanych strojów, a tu w obu przykładach widać braki. Niedomalowane ozdoby, sukienki w których "ciekawszy" materiał jest tylko z przodu, no i w przypadku Crystal wmoldowane na stałe rajtki i krzywe oczy raczej nie działają na korzyść mattela. Plusem jest, że obie panny mają w stu procentach ruchome ciałka, czego niestety w nowszych seriach możemy nie doświadczyć. 

Mocno zastanawiam się, czy everki mają przed sobą jeszcze jakąś dłuższą przyszłość. Jak wiadomo niedługo odbędzie się San Diego Comic Con gdzie mattel do tej pory prezentował wspaniałe, kolekcjonerskie lalki i trochę nowości. Mamy już kiepskiej jakości przecieki tegorocznych limitowanych monsterek (najprawdopodobniej będzie to zestaw Ghoulia + Cleo), jednak w przypadku Ever After High ani widu ani słychu, więc zakładam, że firma zrezygnowała z obecności tej serii na konwencie. Po tym jak w zeszłym roku udało mi się kupić SDCC Cedar dzięki otwarciu internetowej sprzedaży jestem dość mocno zawiedziona. Kolekcjonerskie everki to kwintesencja baśniowej strony tych lalek i widać na pierwszy rzut oka, że nie są to pierwsze lepsze zabaweczki. One są zwyczajnie piękne. Może i nie jestem obiektywna, bo podobają mi się chyba wszystkie prerebootowe everki, ale już pierwsze, podstawowe wydania tych lalek były w jakiś sposób inne od pozostałych księżniczek. Nie dość, że były ślicznie opakowane, to na dodatek ich stroje i ilość dodatków wyróżniały je na tle sztywnych disneyek i bardzo różowych, barbiowych princessek. Dodatkowo fabularne zaplecze w postaci filmów, serialu i książek tchnęło w eah coś w rodzaju życia. Te postacie miały charakter i między innymi dlatego tak się wciągnęłam kolekcjonowanie ich lalek. A teraz? wszystko leci na łeb na szyję za sprawą rebootu i cięcia kosztów.


EDIT!!!

Nie mogłam się powstrzymać i jednak wyjęłam Crystal z kartonu. I co? I zaskoczyło. To chyba jakiś rodzaj czarów, bo przy delikatnym przechyleniu głowy źle nadrukowane oko kompletnie przestaje minie drażnić. Dodatkowo okazało się, że panna jest całkiem fotogeniczna. Lalka przez tłoczenia na wmoldowanych rajstopach ma drobne problemy z udami, ale po małym piłowaniu odstających elementów powinno już być wszystko ok.






niedziela, 16 kwietnia 2017

Cyna

Mam nadzieję, że miło mija Wam wolny czas. 
Miałam nie robić żadnego tematycznego wpisu związanego ze świętami i... w sumie nie zrobiłam. Na zdjęcia załapał się mały filcowany zajączek, którego "wydźgałam" jakiś rok temu dla swoich lalek. Cyan dalej bez docelowego wiga. Jakoś nie mogę nigdzie dostać rudej peruki w odpowiednim kolorze, a zależy mi na intensywnym odcieniu, ale nie pomarańczowym. Przydałoby się też obitsu, bo jedna dłoń w stockowym ciałku ciągle wypada. 










Kadry są raczej mało odkrywcze i mało urozmaicone, ale miałam potrzebę zrobienia kilku delikatnych i prostych zdjęć.

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Koe-eww

Długo nosiłam się z zamiarem zakupu jednej z lalek Shibajuku Girls, ale nie mogłam się przekonać do ich wyglądu. Już w pudełkach wydawały się nieco wtórne. Urocze dodatki, ubranka średniej jakości, włosy farbowane krwią jednorożca, wielka głowa i oczy tęskniące za rozumem. Na większości stron ich cena nie spada poniżej 120 zł, ale TXM Textil Market stacjonarnie ma je w cenie 95 zł. Teraz na stronie mają na te lalki -30%, więc jeśli ktoś chce się zaopatrzyć w jeden z trzech modeli, które im zostały, to jest właśnie na to dobry czas, 83 zł wydaje się być rozsądną ceną. 

W moim przypadku ostateczna decyzja wahała się między Koe, a Namiką. Po tytule można łatwo wywnioskować, którą postać kupiłam (naturalny kolor włosów to duży plus tej panny), ale gdyby w Polsce dostępna była Namika w ciemnym odcieniu, to zapewne wróciłaby ze mną do domu. 

Wizualnie pudełko jest całkiem ładnie sklejone, błyszczący kolorowy napis, trochę rysunków itp. Mogłoby być trochę solidniejsze, bo przy odrobię większym nacisku prawie się składało i co najważniejsze nie powinno mieć ostrych brzegów! Skoro lalka jest skierowana w stronę dzieci, to dostanie się do niej nie powinno wiązać się z ryzykiem pocięcia dłoni, chyba, że poprzez utratę krwi podpisuje się z firmą jakiś pakt, czy coś w ten deseń.

Ranka nie jest duża, ale jest bardzo głęboka i było przez nią trochę syfu. (między innymi ufaflane pudełko) Dosłownie wbił mi się w rękę róg pudełka. .-.

Na szczęście żyję. xD 

Tak prezentuje się głowa Koe po zdjęciu kaptura. Włosy są przyjemne w dotyku i wbrew pozorom nie są aż tak rzadko rootowane, jednak przez firmowe ułożenie nie chcą zakryć tych łysych placków. Problem można szybko rozwiązać wrzątkiem, ale ja uznałam, że i tak wolę ją w kitce. 

 Po zdjęciu tygrysko-kurtki moim oczom ukazała się duża naklejka na plecach lalki. Hufff... nie wiem czym to przykleili, ale trochę czasu musiałam poświęcić na zdrapanie jej z plastiku. 
Samo ciało spisuje się dobrze, ale w porównaniu do stockowego od Pullip (zwłaszcza trzeciego) jest raczej przeciętnej jakości. Kolana składają się pod ciężarem głowy przez co lalka ledwo stoi (nawet z podparciem). Inną kwestią jest to, że przy odlewaniu tych ciałek musiało im być bardzo szkoda materiału, bo plastik jest cienki i lekki. 


ALE! Żeby nie było, że tylko narzekam, Koe ma swój specyficzny urok i po zrobieniu kilku zdjęć na dworze można powiedzieć, że ją polubiłam do tego stopnia, że nie chcę jej sprzedawać (jeszcze), ale nie na tyle żeby zostawić ją z oryginalnym makijażem. Nie mogę się doczekać zmywania tego eyelinera. 






Zdjęcia w nieco lepszej jakości będą na flickr. 

piątek, 24 lutego 2017

4. Czas leci.

Chyba doszło do przełomu w moim podejściu do hobby. 
Nie jest to nic wielkiego, ale to zawsze coś. Zaczęło się od tego, że wrócił mi "ból" na lalkę pokroju bjd, która będzie nieco lepiej pozować, najlepiej coś od 26 do 40 cm. Tym razem zwróciłam się w stronę Fairylandu. Od zawsze mam swoje typy, które w moich oczach jakoś wyróżniają się na tle innych modeli tej firmy, a do jednego mam szczególny sentyment (Iluś zgaduj, do którego hahaha). Szukałam na grupach, robiłam rozeznanie i doszłam do wniosku, że jeśli będę kupowała mnf (do czego na pewno dojdzie), to nową. Cło, cłem, ale większość używanych minifee jakie widziałam kosztowały ok. 400-500$ i na dodatek były to kompletnie nie interesujące mnie pyszczki. 
Tak, czy siak na wszelki wypadek uznałam, że lepiej już zacząć zbierać fundusze, a to oznacza, że czyjaś głowa musiała polecieć. Może kogoś to zdziwi, ale padło na pullip Cheshire, którą tak się zachwycałam w starszym wpisie. Lalka dalej ogromnie mi się podoba, ale nie miałam na nią pomysłu i trochę nie pasowała do reszty dyniek. Druga sprawa jest taka, że już się pod nimi półka uginała. 
Na szczęście panna szybko znalazła nowy dom, w którym też chyba zbyt długo nie zagości, ale przy dobrych wiatrach trafi do bardzo miłej, nowej właścicielki. (trzymam kciuki) 
Bogatsza o górę grosza i biedniejsza o jednego plastika, dalej myślałam nad tym kto jako drugi powinien opuścić dom wielkiego brata i uznałam, że łatwiej będzie mi podjąć tę decyzję mając przed oczami witrynkę z kolekcją. Otworzyłam ją, popatrzyłam na siedzące na samym dole bjd które... były bez ubrań. No to zaczęłam grzebać w szufladzie żeby zmontować im jakieś outfity na te gołe cielska. Po jakiejś godzinie cała szóstka była odziana, ale... Niektóre dalej były BOSE. Kwestią nie jest tu brak butów, a brak takich, które by im pasowały, większość tych co mam na SD są albo dla Benjamina, albo dla Sevi i niestety kompletnie nie pasują do Tarji i Roweny. Lillian i Elda jako msd mają jeszcze dwie pary w zapasie, ale im też brakuje czegoś bardziej oficjalnego. 
Tym oto sposobem za priorytet przyjęłam zakup pierdołek dla lalek, które już kiszą się w pokoju, bo po co mam kupować następną bjd, która dołączy do klubu bosych golasów? Rany, nigdy nie myślałam, że kiedyś dojdę do takiego wniosku. XD 

Następne kroki: repaint, restring i ogarnięcie odpowiedniego wiga dla Benjamina.

Powoli chyba wychodzę z lalkowego zastoju. Ostatnio udało mi się zrealizować kilka projekcików, które miałam w planach od dawien dawna. Pierwszym z nich było zrobienie nowego ciała dla mojej drugiej Kali z monster high, która uległa uszkodzeniu. 
Było z tym trochę zabawy, lepienia, klejenia i piłowania, ale jestem zadowolona z efektu końcowego. Tors, którego tu nie widać, jest zbliżony do oryginalnego koloru lalki, ale nogi, które kupiłam z drugiej ręki są od Lagoony, tak więc Kala będzie przez cały czas siedzieć w rajtkach, (na co nie narzekam)

Druga w kolejce była Harley z DC super hero girls. Ło panie! Jak ja jestem zakochana w tych ich ciałkach! Podczas gdy mattel w przypadku MH i EAH serwuje teraz totalną szmirę, ta seria ma potencjał. Może powinnam zaopatrzyć się jeszcze w Ivy i Barbarę... 
Harley kupiłam na dollshopie i bardzo dziękuję jej poprzedniemu właścicielowi za zrobienie jej grzywki dzięki czemu część roboty miałam z głowy. :D Zamiast tego skupiłam się na uszyciu dla niej nowego stroju, który wzorowałam na jednym z moich ulubionych wizerunków tej postaci. (assault on arkham )







Jak na moje umiejętności krawieckie, to wyszło całkiem całkiem, mam nadzieję, że aż tak nie widać niedoróbek. xD

PS: Wie ktoś dlaczego zdjęcia po dodaniu na bloggera robią się szare?

niedziela, 8 stycznia 2017

3. Zima

Jakoś ostatnio nie mogłam się zebrać na zrobienie zdjęć. 

Kwestię szycia przemilczę, bo mam co najmniej dwie lalki, które świecą golizną. 
Przez długi czas nie miałam scenerii do zrobienia jakiejkolwiek sesji i gdy w innych rejonach kraju leżał już puchaty śnieżek u mnie było błoto, szaro-buro i ponuro.
Chociaż wiem, że po tygodniu chodzenia na wykłady w mrozie i śnieżycy będę miała dość tej pogody, to dzisiaj nareszcie mogłam zrobić zimowe zdjęcia! 
W rolę modelki wcieliła się Carmen, a w modela... No cóż, sami zobaczycie na końcu notki. :)






Ostatnie zdjęcie zdecydowanie najbardziej mi się podoba. Cała reszta jest dość przeciętna, mam nadzieję, że szybko rozgryzę nowy aparat, bo obecnie korzystam może z 15% jego możliwości. xD 



I obiecany gość specjalny, Giermo (Fernando Voldemort). ;)






Kto ma ochotę pozjeżdżać? ;D